Navigation Menu+

O Jazzformance WIRPSZA mówi Radek Krzyżowski.

Posted on Sie 16, 2016 by in CO SŁYCHAĆ |

O Jazzformance WIRPSZA mówi Radek Krzyżowski.

 

Co jakiś czas odkrywam twórców, wobec których czuję bezwarunkowy, kategoryczny imperatyw. Wobec czytania, i mówienia ich. Wcześniej czułem coś takiego wobec Koltèsa.

Prowadziłem wówczas w scenie w Bramie Scenę Poezji Współczesnej. Oprócz tego, że czytaliśmy młodych polskich poetów, chciałem, by młodzi polscy poeci czytali swoich mistrzów. Na jakiejś imprezie zaczepiłem Adama Wiedemana, spytałem go czy chciałby wystąpić, i jeśli tak, to z jakim materiałem. I on wtedy powiedział, że… no, może z Wirpszą.

Wirpsza – obiło mi się wcześniej o uszy – ale nie znałem wtedy ani jednego wiersza. Zaintrygowało mnie samo brzmienie nazwiska – WIRPSZA – coś w tym jest.

Poszedłem do księgarni, i tam był jeden tomik wierszy – Nowy podręcznik wydajnego zażywania narkotyków – jak się okazało jedyna wtedy rzecz Wirpszy wydana na przestrzeni ostatniego czterdziestolecia, przez Krynickiego a5. Wczytałem się w to, i nie rozumiałem tej poezji, nie potrafiłem jej umieścić w żadnym kontekście. Jednocześnie ciągnęło mnie do tego, ale jeszcze nie radykalnie. Był tam cykl Powiew historii, seria dziwnych rymowanek, w swojej abstrakcji pociągających mnie, i to mi od razu weszło w mózg i zostało. W Powiewie historii było coś hipnotycznego, przewrotnego, śmiesznego i nieśmiesznego zarazem. Sam dla siebie zrobiłem do tych wierszy kilka wersji podkładu muzycznego, używając gitary basowej i elektronicznej perkusji, i mówiłem te wiersze do muzyki. Wtedy pomyślałem, że chciałbym zrobić z tego coś więcej. Ale więcej Wirpszy na rynku nie było.

Po trzech chyba latach od Powiewu historii, grzebiąc w internecie, odkryłem, że Instytut Mikołowski wydał już prawie całego Wirpszę. Zgromadziłem wszystkie tomiki, czytałem tę poezję nałogowo. Myślałem, że zrobię z tego taki muzyczny show jednoosobowy, że będzie to w stylu Blixy Bargelda, który na procesorach, miksował sample i robił wokalizy do tych podkładów. Ale jednak miałem świadomość, że aby zrobić coś takiego przy pomocy elektroniki i basu, na żywo, i samemu to obsłużyć, brakuje mi umiejętności. Wtedy wydarzyła się kolejna rzecz, która mnie doprowadziła do tej formuły – potem nazwanej przez nas ‚jazzformance’. Na Salonie Poezji u Anny Dymnej z Jorgosem Skoliasem i Marcinem Olesiem zrobiliśmy z poezji Kawafisa godzinny song, mówiony, improwizowany do muzyki. Wybrałem na tamten wieczór Kawafisa, ponieważ ukazały się wtedy nowe przekłady Kani, które mi się podobały. To bardzo dobrze wyszło, udało się wydobyć wewnętrzną melodię Kawafisa, muzycy to poczuli i świetnie się z tym zgrali. Po tym zdarzeniu, wiedziałem, że to jest to!, że to jest sposób na Wirpszę.

Cudem udało mi się zgromadzić taki skład muzyczny, miałem najpierw Marcina i Bartka Olesiów. To tacy goście, którzy są autonomiczni, zawsze robią muzykę na swoich zasadach. Grają, z kim chcą grać, więc tym bardziej cieszyłem się, że dostrzegli sens tego przedsięwzięcia. Brakowało jeszcze jednego instrumentu, który organizowałby harmonię. Trafiłem na wywiad Metza z Piotrem Orzechowskim. To, co mówił o muzyce ten introwertyczny, wyciszony, a jednocześnie szalony facet, który sam siebie nazywa Pianohooligan, pociągnęło mnie dalej. Kupiłem płytę Orzechowskiego 15 studies for the Oberek, a potem słuchałem jego wykonania Pendereckiego, którego Piotrek zagrał tylko na pianinie, co było totalnie nowatorskim pomysłem. Pomyślałem, że to jest ten muzyk i to podejście do muzyki, które mnie fascynuje i które bym chciał mieć w tym projekcie. Skontaktowałem się z Piotrkiem, i on się zgodził.

Zamknęliśmy się na pięć dni w foyer Teatru Słowackiego na próbach. Udało nam się wykonać jeden świetny zaimprowizowany przebieg AgregatówCząstkowej próby o człowieku. Po tym przebiegu wpadłem w kanał jakiegoś zamykającego myślenia, zacząłem chłopakom mówić jak mają grać, chciałem to jakoś zatrzymać, zafiksować, dawałem im instrukcje. To spowodowało katastrofę, nie udawało się nam zgrać, wbić w tego Wirpszę na nowo. Wtedy sobie uświadomiłem, że muszę to puścić, i puściłem. Zrozumiałem, że nie po to mam takich muzyków, żeby im mówić co mają grać. Musiałem zaufać im i sobie. I zaczął się lot z Wirpszą. Każdy następny przebieg był coraz lepszy.

Projekt wystartował również dzięki temu, że spotkaliśmy dziewczyny z fundacji Miasto Literatury, które objęły nad nim patronat. Odbyły się nagrania w Radiu Kraków, koncert premierowy, i następne koncerty. Mimo, że WIRPSZA nie przebił się medialnie, mam satysfakcję, zrobiłem coś, co mnie fascynuje, uwielbiam te koncerty, czekam na każde kolejne wykonanie.

Tak powstał Jazzformance, który będzie miał następne odsłony. Mój imperatyw kategoryczny wobec Wirpszy już się wyciszył. Będą następni poeci, teraz Tkaczyszyn – Dycki.

Folder Jazzformance WIRPSZA – plik PDF

Sobota, 20 sierpnia, godzina 20.00


Fot. D. Kozłowski

468 ad

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress